19.11.2017

#Luke - Memories



Zajęłam swoje miejsce w samolocie i odetchnęłam spoglądając przez szybę. Nie bałam się latać, bo wierzyłam, że nic mi się nie stanie. Byłam raczej przerażona tym, co zastanę po kilkunastu godzinach lotu. Obawiałam się nieznośnych humorków mojej siostry i zdenerwowania mamy. Dlaczego? Ginny za trzy dni miała poślubić miłość swojego życia, a ten dzień musiał być jednym z najwspanialszych dni w życiu.
Oparłam się na siedzeniu i pierwsze co zrobiłam po wystartowaniu to włożenie białych słuchawek do uszu. Musiałam odpocząć od głosów nieznajomych mi ludzi i chociaż na chwilę pomyśleć o sobie. Układałam w głowie różne scenariusze i modliłam się, aby moja rodzicielka ani razu nie wspomniała o tym, że powinnam być wcześniej niż tylko dwa dni przed wielką uroczystością. Tylko, że moja praca mi na to nie pozwalała. Nie mogłam tak po prostu wziąć urlopu i wyjechać, ale oni tego nie rozumieli.
To był chyba najmniejszy z moich „problemów”. Drugi miał prawie dwa metry wzrostu i był moim ex. Cholerny drużba pana młodego z którym nie widziałam się sześć lat. Nawet nie miałam pojęcia jak teraz wygląda ani co się z nim dzieje. Nie chciałam, ale też nie wiedziałam o tym, że obecny narzeczony Ginny ma z nim tak świetne relacje. Dlatego wypadł z mojej głowy aż do jednego telefonu od mojej kochanej mamy. Uprzedziła mnie o tym godzinę wcześniej. Jakby nie mogła poczekać, aż sama zobaczę to na własne oczy. Teraz musiałam bić się sama ze sobą w myślach, czy ewentualnie nie wrócić z powrotem do Londynu.

- Cholera, Viki! – Leżałam na łóżku, wpatrując się w nowe fotografie Astrid. Tylko, że ona miała to gdzieś. Dosłownie wyrwała mi je z ręki i oburzona na mnie spojrzała. – Za trzy godziny kończysz osiemnaście lat, mamy to uczcić, a ty dalej leżysz niewyszykowana.
- Mówiłam ci, że nie mam ochoty świętować tego, że robię się stara – jęknęłam. – Mogę tu zostać, a ty idź. Droga wolna.
- Zmuszę cię do wyjścia, choćby nie wiem co.
Znalazłyśmy się w klubie kilka minut po jedenastej. Uwielbiałam tańczyć, bawić się, ale nie w dzień kiedy miałam urodziny. To był dla mnie ten czas, kiedy powinnam leżeć w łóżku i rozpaczać, bo tak naprawdę byłam o rok starsza, a nic pożytecznego przez ten czas nie zrobiłam. Ludzie cieszyli się z tego „pięknego” dnia. Dawali sobie prezenty, a ja ich po prostu nie lubiłam. To był miły gest od innych, ale zastanówmy się. Ludzie kupowali nam to, co tak naprawdę podoba się im, a u nas zajmowało to tylko kolejną część zakurzonej półki.
Nie odmawiałam alkoholu od Astrid. W końcu to ona mnie tu „przywlokła”, a ja byłam zmuszona do świętowania swoich osiemnastych urodzin. Nie pamiętałam ile wypiłam, ani po jakim czasie poszłyśmy tańczyć. Jednak musiałam przyznać, że potem zapomniałam w jakim celu zjawiłyśmy się w tym klubie. Bawiłam się z moją najlepszą przyjaciółką i miałam gdzieś ludzi dookoła.
Po pewnym czasie dołączyło do nas dwóch chłopaków. Ten z blond włosami zajął się Astrid, a ten drugi  podszedł do mnie. Wydawał się być miły, chociaż zamieniliśmy ze sobą tylko kilka słów. Jego dłonie krążyły po moim ciele, a ja nie zaprzeczałam. Tańczyłam z nim przez kilka piosenek, aż do czasu w którym zaprosili nas na loże.
Było tam sporo ludzi, jakby mieli swoją prywatna imprezę. Niezbyt zwracałam na nich uwagi. Po prostu usiadłam obok Caluma, który podawał nam kolorowe shoty. Wypiliśmy po jednym, a on zaczął rozmowę, którą zaraz ktoś mu przerwał.
Wysoki blondyn stał tuż nad nami z głupim spojrzeniem. Bawił się swoim kolczykiem w wardze, a jego dłoń zaciśnięta była na prawie pustej już szklance. Zaczął szeptać coś do Caluma, a potem po raz kolejny zilustrował mnie wzrokiem od góry do dołu, krzywiąc się przy tym. Idiota.

- Czy czegoś sobie pani życzy?
Stewardessa uśmiechnęła się życzliwie, a ja poprosiłam o szklankę whisky. W końcu musiałam mieć jakąś przyjemność  przy wspominaniu starych czasów, które swego czasu były cholernie głupie z mojej strony.

Spotykałam się z Calumem kilka tygodni. Nie był tym za którego uważałam go na początku naszej znajomości. Uwielbiałam z nim rozmawiać, spotykać się. Był kimś z kim bez problemu się dogadywałam, co uwielbiałam. Jednak był mały problem.
W naszych spotkaniach często towarzyszyli nam jego kumple, a co więcej Luke. Był nieznośnym dupkiem, który ciągle mnie irytował. Narzekał na mój wygląd, sposób w jaki się odzywam i przeszkadzały mu nawet moje perfumy. Był nie do zniesienia, jakby chciał mnie wystraszyć i prawie to zrobił.
Byłam po paru drinkach w ulubionej czarnej sukience na jednej z imprez Caluma. Nie czułam się tam swobodnie, zwłaszcza, kiedy chłopaka nie było w pobliżu. Znałam dosłownie kilka osób z którymi zamieniłam ledwie kilka słów.
Weszłam na górę, gdzie muzyka była mniej słyszalna. Musiałam znaleźć toaletę i załatwić swoją potrzebę. Potem wystarczyło poprawić makijaż, a raczej pomadkę która była ledwie widoczna. Widziałam, że moje brązowe loki powoli się rozprostowały, co było nieco wkurzające.
- Victoria – odwróciłam się w stronę znienawidzonego głosu. Luke wszedł do łazienki, zamykając za sobą drzwi. Był pijany, ale nie normalnie. On był zalany, a przy tym po praz pierwszy widziałam na jego twarzy szeroki uśmiech. To była nowość. – Szukałem cię wiesz?
- Nie miałam pojęcia.
- Chciałem ci tylko pogratulować, bo Calum wrócił do swojej dziewczyny – usiadł na brzegu wanny i upił łyk z pełnego plastikowego kubka. – Mam nadzieję, że jeszcze się w nim nie zakochałaś.
- Jesteś głupi – wywróciłam oczami. Traktowałam Caluma jak przyjaciela i on doskonale o tym wiedział. Flirtowaliśmy tylko raz, wtedy na naszej pierwszej imprezie. Nawet się nie całowaliśmy, to by było zbyt dziwne. Jednak nie miałam zamiaru tłumaczyć się z tego pijanemu Hemmingsowi.
- Teraz już nasze drogi się rozejdą – znów się napił. – Hood ma dziewczynę, a ty pójdziesz w odstawkę.
- W końcu nie będę musiała na ciebie patrzeć, ani cię słuchać – wpatrywałam się w jego blond czuprynę i zastanawiałam się ile spędził nad nią czasu. Jego włosy były w nienaruszonym stanie w przeciwieństwie do niego.
- Jakbyś właśnie tego chciała – podniósł się do pozycji stojącej, a ja lekko zadarłam głowę. Dlaczego musiał być tak cholernie wysoki? Zaczął podchodzić bliżej, zmniejszając między nami odległość.- A wiem, że nie chcesz.
- Co chcesz zrobić? – dzieliły nas centymetry. Po jego uśmiechu mogłam się domyślić, że chce mnie pocałować, a potem zaciągnąć do łóżka. Czy on był aż takim idiotą, myśląc że się zgodzę?
- Nie pocałuję cię – czułam na sobie jego oddech. – Nie teraz, kiedy mogę o tym zapomnieć.

Połowę lotu przespałam, oczywiście tą pierwszą. Potem znów zaczęłam nadrabiać zaległości w pracy i miałam powoli siebie dość. Nie lubiłam czytać książek, a filmy uważałam za przereklamowane. Dlatego zostało mi jedynie wypełnianie papierów. Przynajmniej za to mi płacili.
Z każdą minioną minutą czułam ból w klatce piersiowej. Dziwne? Niepojęte? Oczywiście nie był to ten ból, który niektórzy uważali za swego rodzaju szczęście. On był stresem i strachem w jednym. Przed całą moją rodziną i czy chciałam czy nie także przed Hemmingsem.
Czas w którym mogliśmy opuścić samolot, przejść po bagaż i opuścić to całe zbiegowisko dłużył mi się niemiłosiernie. Tak naprawdę nie chciałam wracać do rodzinnego domu, ale z drugiej strony tęskniłam za nim.

- Twoja propozycja jest śmieszna, Hemmings – nawet na niego nie spojrzałam. Szłam przed siebie, poprawiając okulary przeciw słoneczne.
- Mówiłem ci przecież, że Calum ma dziewczynę i…
Biegł za mną, poprawiając plecak na swoich ramionach. Wyglądał na desperata, który szuka dziewczyny.
- I byłeś pewien, że chce się z nim przespać, tak? Według ciebie nie istnieje nic podobnego, jak przyjaźń damsko-męska?
- Nie wierzę w takie brednie.
- Twoje brednie naprawdę istnieją.
- W takim razie zawrzyjmy układ – zatrzymał się na chwilę na prażącym słońcu, a ja dołączyłam do niego. – Zaprzyjaźnijmy się.
- Co? – zaśmiałam się.
- Jeśli mi się oprzesz i nic się między nami nie wydarzy, wygrywasz.
- Co takiego, Luke?
- Satysfakcje.
- A ty?
- Będziesz mnie pragnęła, prześpimy się, a potem będziesz chciała więcej i zawrzemy układ.
- Nie zapędzaj się tak.
- Tak czy inaczej zakochasz się we mnie – powiedział, pewien siebie idiota.

W życiu nie powiedziałabym, że dotrę do pustego domu. Tam zawsze był gwar, a co dopiero teraz przed ślubem. Zostawiłam swoją walizkę w przed pokoju i rozejrzałam się po domu. Prawie wszystko zostało tu na swoim miejscu. Zmieniły się jedynie zasłony oraz kolory ścian, które były bardziej jaśniejsze. Wszystko inne się nie zmieniło.
Bywałam w domu, ale nie dość często. Po prostu niezbyt lubiłam latać samolotem, a no i zwykle nie miałam czasu. Dlatego od trzech lat to rodzice wpadali na krótką wizytę. Nie przeszkadzało mi to, a nawet było na rękę.
Chciałam zobaczyć w co zmienił się mój pokój i o dziwo nie było aż tak strasznie. Małe połączenie maszyn do ćwiczeń oraz kącik biurowy. Stylowo urządzony, jak na moich rodziców przystało. Brakowało jednak łóżka w którym mogłabym się zdrzemnąć po podróży i dodatkowych kilku dni.

Pierwsze trzy miesiące zaprzyjaźniania się szły nam całkiem dobrze. Zaczynałam go lubić, a nawet przyzwyczaiłam się do tego, że jest blisko mnie. Spędzaliśmy ze sobą każdą wolną chwilę. Zabierał mnie do parku, na zakupy, ale i tak najwięcej czasu spędzaliśmy u niego w domu.
Wszystko szło po mojej myśli, aż do pewnego wieczoru w którym postanowiłam zrobić mu niespodziankę i go odwiedzić.
Wiedziałam, że będzie sam w domu. Dlatego nie kłopotałam się z dzwonieniem. Weszłam jak do siebie i skierowałam się prosto do jego pokoju. Otworzyłam drzwi i stanęłam jak wryta. Luke stał naprzeciwko mnie z ręcznikiem zawieszonym na biodrach. Na jego ciele widniały kropelki wody, co było dowodem na to, że przed chwilą wyszedł spod prysznica. W tamtym momencie zrozumiałam w co się wpakowałam i byłam wściekła sama na siebie.
- Hej – uśmiechnął się.- Stęskniłaś się za mną?
- Umm… - w życiu nie powiedziałabym, że Luke ma tak wyrzeźbioną sylwetkę. Wpatrywałam się w jego umięśniony brzuch aż do momentu w którym zdałam sobie sprawę, że to idiotyczne. Dlatego jak gdyby nigdy nic usiadłam na jedynym z krzeseł. – Pomyślałam, że wpadnę.
- Super – wzruszył ramionami.
Podszedł do jednej z półek i stojąc do mnie tyłem zaczął czegoś w niej szukać. Nigdy nie pomyślałaby, że w tak nagłym momencie Luke pokaże mi swoje cztery litery. Bez skrępowania zdjął ręcznik i nałożył czarne bokserki. Nie chciałam, ale musiałam gapić się na jego idealną dupę.
- Jesteś obleśny – wywróciłam oczami.
Nie doczekałam się z jego strony żadnej odpowiedzi. Po prostu dokończył ubieranie się, a potem wygodnie położył się na łóżku nie zwracając uwagi na mnie. Zgasił światło i zapalił lampkę nocną. Na jego ciało padał mały cień przez co wydawał się coraz bardziej ponury. Nie za bardzo wiedziałam, co się dzieje, dlatego posunęłam się do nadzwyczajnych kroków. Położyłam się obok niego, przytulając się do jego ciała. Odwzajemnił uścisk, a potem bawił się moimi palcami.
- Masz strasznie zimne dłonie – odezwał się. – Serce pewnie też.
- Jest z lodu – mruknęłam. – Ale nie tylko moje Hemmings.

Przyzwyczaiłam się do ciągłego gadania mojej siostry, ale nie na jeden temat. Oczywiście, ślub to było wielkie wydarzenie, ale mogłaby chociaż spytać co u mnie. Prawda?
Nie siedziałyśmy zbyt długo, ani nie rozmawiałyśmy o blondwłosym. Byłam zmęczona i ku mojemu zdziwieniu mogłam zająć pokój gościnny tylko na jedną noc.

- Zakochałaś się już?
Jedyne na czym się aktualnie skupiałam to przychodzące wiadomości. Uśmiechałam się pod nosem i odpisywałam. Tak w kółko, dopóki Luke się nie odezwał i coś do mnie pomruczał.
- Co? – uśmiechnęłam się sama do siebie. Nie słuchałam jego, bo po co? I tak przez większość czasu tylko się ze mnie nabijał. – Mówiłeś coś?
Prowadził auto ze skupieniem. Jechał przez ciemne miasto i zgodnie z czerwonymi znakami zatrzymywał się na nich.
- Uprawiałem wczoraj seks – wyrzucił z siebie. Zablokowałam telefon i po raz kolejny spojrzałam na niego. Jednak tylko na moment. Poczułam coś dziwnego… chyba w klatce piersiowej. – Dobry seks.
- Super – mruknęłam. – Super przyjacielu.
- A Calum już nie jest ze swoją dziewczyną – usłyszałam od niego. – Więc jeśli chcesz znów się z nim przyjaźnić, to wiesz… ja nie mam nic przeciwko.
- W porządku.
- W końcu wytrzymałaś z mną ponad rok.
- Tak – przytaknęłam. – I chyba pójdę na randkę.
- Randkę?
- Tak, ma na imię Tom i jest rok starszy.

Obudziły mnie głośne rozmowy, a może krzyki. Sama nie wiedziałam jak mam to nazywać. W każdym razie w domu na pewno było mnóstwo ludzi. Założyłam więc najwygodniejszy dres jaki miałam, a może jedyny jaki przywiozłam. W każdym razie zeszłam na dół, gdzie głosy były coraz bardziej irytujące. Wszyscy siedzieli w kuchni i każdy miał inne zajęcie. Krzątali się obok wysepki i przekrzykiwali siebie nawzajem.
- Viki, za piętnaście minut wychodzimy – usłyszałam od siostry. – Zjedz tylko porządne śniadanie, bo to będzie długi dzień.
I znów to samo, gadanie i krzyki. Jednak nie rwało to zbyt długo. Jakby zrozumieli, że jeszcze w głębi duszy śpię. Zdążyłam zjeść dwie parówki, umyć zęby i jedyne co mogło mi się nie udać to zrobienie kawy. Stałam więc gotowa do wyjścia przy czajniku, wpatrując się w kubek termiczny i tylko czekałam na ten moment kiedy będę mogła zalać kawę gorącą wodą.
- Gdzie to postawić? – jedyne co widziałam to wielkie kartony.
- Gdziekolwiek – mruknęłam, a potem zalałam kawę.
- Ciężkie to cholerstwo – znów ten sam głos.
Chciałam spytać co takiego jest w tych pudłach, ale kiedy tylko się odwróciłam, zamarłam. Nie potrafiłam wydusić z siebie słowa, a on jakby miał to samo. Poważny wyraz twarzy na którym nie było już kolczyka, nienaganny ubiór i włosy opadające na czoło.
Wyglądał inaczej, owszem. Przecież minęło cholerne sześć lat. Jednak to wciąż był Luke Hemmings.
- Hej – nawet się nie uśmiechnął. Powiedział to bez żadnych emocji. – Dobrze cię widzieć.
- Viki! Mamy trzyminutowe spóźnienie!
Wybiegłam stamtąd jak oparzona, a przez kolejne kilkanaście minut zastanawiałam się nad tym co właśnie się stało.

Nie widywaliśmy się przez pewien czas. Czy się tym przejmowałam? Raczej nie miałam czasu, aby nawet się nad tym zastanowić. Po prostu żyłam własnym życiem, a on? Chyba też to robił.
Jednak nasze drogi się w końcu przecięły. Nigdy nie sądziłabym, że taka osobowość zawita na takim eleganckim przyjęciu. Jeden ze znajomych moich rodziców otwierał hotel i było to przyjęcie na jego cześć. Eleganccy ludzie, głównie starsi.
Przez większość wieczoru cholernie się nudziłam, aż do momentu w którym spotkałam Luke’a. Ubrany w elegancki garnitur z czarną muszką przy szyi. Był sam, bez osoby towarzyszącej. Zupełnie jak ja. Na początku obserwowałam go z oddali, tak aby się nie zorientował. I prawie mi się to udało, dopóki sam nie podszedł do mnie z lampką wina i nie wyśmiał mojego złowieszczego planu.
- Pięknie wyglądasz – to były jego słowa przywitania, na które nie powiem, zarumieniłam się.
Nie było między nami niezręcznie. Śmialiśmy się ze starszych ludzi, którzy tutaj przyszli. Piliśmy wino i jeszcze raz się śmialiśmy. Zachowywaliśmy się inaczej, można powiedzieć że dziwnie.
Potem wpadliśmy na idiotyczny pomysł, jak zwiedzenie hotelu. Ludzie bawili się w głównej Sali, a my wcisnęliśmy przypadkowe piętro i tam nas zawiozło.
- Co z twoim chłopakiem?
- Kim? – zaśmiałam się, ale mu nie było do śmiechu. – Tom? Oh, to nieporozumienie.
- Super – zatrzymał się.
Korytarz był ciemny, jedynymi światłami były te awaryjne, które dawały czerwony odblask. Widziałam więc jak Luke przegryza kolczyk, a potem zbliża się do mnie. Moje plecy stykały się z lodowatą ścianą, a on schylił się aby mnie pocałować. I zrobił to, namiętnie i czule.

Wiedziałam, że może być źle. Jednak jako przyczynę obstawiałam zupełnie co innego. Byłam w drodze do mojego nowego noclegu, a mianowicie mieszkania Luke’a. Kłóciłam się o to ponad godzinę, jednak miałam do wyboru jednego z jego łóżek albo spanie na dworcu. Według mojej mamy wujkowie i niezliczona ilość ciotek była ważniejsza niż rodzona córka.
Dostałam klucze i weszłam do środka dobrze znanego mi mieszkania. Czułam ulgę nie widząc żadnego zapalonego światła i jak mi obiecywano miało tak zostać aż do późnego wieczora. Oznaczało to więc zero spotkania twarzą w twarz z Hemmingsem.
Ciekawiło mnie to gdzie są jego rodzice i także fakt dlaczego on wciąż tu mieszka. Jednak nie starałam się tego zrozumieć, ani nie dopytywałam.
Zaczęłam więc chodzić po mieszkaniu. Przez kilka dobrych lat nie zmieniło się tutaj praktycznie nic. Alkohol nadal stał w tej samej półce, za co dziękowałam. Zrobiłam sobie drinka i poszłam z nim na górę. Nie byłabym sobą, gdybym nie zaszła do jego sypialni.

- Dlaczego na suficie?
Moja głowa leżała na jego nagim torsie. Wpatrywałam się w różnego rodzaju plakaty i byłam pełna podziwu, za każdym razem kiedy tylko je widziałam.
- Żebyś się pytała – jego palec rysował niewidoczne kółeczka na mojej skórze. – Podoba mi się, po prostu.
- Mi też – uśmiechnęłam się pod nosem. – Ale jest jeszcze coś, co podoba mi się bardziej od twojego sufitu.
- Tylko proszę nie mów że ja – zaśmiał się, a ja przytaknęłam. – Jejku V! To najbardziej nieudany podryw w twoim wykonaniu.
Odwróciłam się na brzuch i w mgnieniu oka zaczęłam go całować. Były to delikatne pocałunki, które rozpalały mnie do czerwoności. On się jedynie zamknął i przejął nade mną kontrolę. Znalazł się nade mną, a jego dłoń jeździła po moim nagim już ciele. Przechodziły mnie ciarki, a to był tylko niewinny dotyk.
- Kocham cię – dwa słowa, które nieświadomie wypadły z moich ust. Nie sądziłam że kiedykolwiek je wypowiem, a co dopiero w stronę Luke’a Hemmingsa. On chyba także.
Odsunął się ode mnie, zaskoczony i miałam wrażenie że przerażony. Nie wiedział co powiedzieć, jednak ja także. Sięgnęłam po jego koszulę i wyszłam z pokoju. Miałam szczęście, że byliśmy sami. Raczej nie chciałabym aby jego rodzice zobaczyli mnie tylko i wyłącznie w koszuli ich syna.
Zeszłam do kuchni gdzie chciałam wyrzucić z myśli to co przed chwilą padło z moich ust. Modliłam się, aby jednak tego nie słyszał. Sięgnęłam wiec do barku, gdzie była pokaźna ilość alkoholu i zrobiłam sobie niewinnego drinka.
- V! – głos Luke’a odbił się o moje uszy. Jego klatka piersiowa nadal była naga, a ja próbowałam odrzucić od siebie myśl jaki jest wyrzeźbiony i ile mięśni jest na jego ciele.
Opierałam się o blat, pijąc alkohol. Oddalałam od siebie to co przed chwilą miało miejsce.
Poczułam jego dłonie na moich biodrach, a potem delikatnie posadził mnie na kuchennym blacie, co było dziwnym doznaniem. W końcu nie miałam nawet bielizny. Wziął ode mnie szklankę i na raz ją wypił, delikatnie się przy tym uśmiechając.
- Zaskoczyłaś mnie  - powiedział cicho, głaszcząc moje udo. Jego ręka jechała centymetr po centymetrze w górę, gdzie ja siedziałam nieruchomo.
- Zapomnij – odezwałam się.
- Powiedz to jeszcze raz – poprosił. – Możesz to dla mnie zrobić?
Byłam lekko zaskoczona, a serce biło mi nieco mocniej. To już nie będzie to samo. W końcu wtedy, te słowa uciekły z moich ust. A teraz?
- Kocham Cię, Luke – teraz to było szczere, a ja nawet odetchnęłam. Bo w końcu go kochałam, tego chłopaka który stał przede mną.
- Kocham Cię, V – pocałował mnie w czoło. Nigdy tak nie robił, nigdy nie okazywał aż takiej czułości. – I chce żebyś była tylko moja.

Przyszły mąż mojej siostry miał racje, Luke’a nie było do drugiej w nocy. A przynajmniej tak mi się wydawało, bo o tej godzinie poszłam do łóżka. Leżałam w idealnie urządzonym pokoju na skraju łóżka i słyszałam jak krząta się na dole domu. Próbowałam zasnąć, ale myśl o nim będącym tak blisko mnie, rozpraszała mnie. To było głupie, ale zbyt realne.
Leżałam tyłem do drzwi, ale to nie przeszkadzało mi aby dostrzec że ktoś je uchyla. Światło delikatnie wpadało do pomieszczenia, a ja stałam się kłębkiem nerwów. Czułam jego perfumy, które rozchodzą się po całym pomieszczeniu, a potem słyszałam jego kroki. Szedł w moją stronę, a ja nie wiedziałam co mam robić. Jednak ppostanowiłam się nie ruszać i udawać, że śpię. Tak było najprościej.
Czułam jak wpatruję się we mnie przez chwilę, a potem sięgnął po kołdrę którą byłam nakryta. Delikatnie podsunął ją wyżej, tak abym nie zmarzła. A potem stało się coś, co wprawiło mnie w osłupienie. Pochylił się nade mną, a jego usta musnęły moją skroń.
- Zawsze będę cię kochał, V – szepnął do mojego ucha, a potem raptownie wyszedł.

- Spałeś! – oburzyłam się. – Przyznaj się Luke, że spałeś!
- Nie prawda – odparł, powstrzymując śmiech.
Szliśmy wąską uliczką, trzymając się za dłonie. Mogłam rzec, że byliśmy typową parą która wraca z randki. I to mi się podobało, chociaż zupełnie się tego nie spodziewałam. Jednak jak każda para, musieliśmy mieć swoje kłótnie. Ale po tak idealnym wieczorze? To było możliwe? Niestety, ale tak.
Wystarczyło, że znaleźliśmy się na małej, albo jak ja stwierdziłam na ogromnej imprezie u Caluma. Byli tam dosłownie wszyscy, ale większość i tak nie znałam i wątpiłam, że sam właściciel wie kim są.
Znalazła Astrid i to z nią spędziłam większość wieczoru. Bawiłyśmy się razem z grupką znajomych, jednak do pewnego czasu. Było już późno, a ja chciałam jedynie wracać do miękkiego łóżka. Luke nie odbierał telefonu, nie odpisywał na telefony więc po prostu zaczęłam go szukać. Musiałam albo po prostu chciałam go poinformować, że najzwyczajniej w świecie wracam. Tylko, że nie siedział wśród swoich znajomych, a oni twierdzili że poszedł na górę.
Tam nie chodziło się zazwyczaj samemu.
W tamtym momencie zaczęłam tworzyć w głowie tysiące scenariuszy, przez które miałam ochotę się popłakać. Tylko, że to nie miało sensu. Po prostu weszłam po drewnianych schodach i skierowałam się do jedynego oświetlonego pomieszczenia.
I w tamtym momencie jeden ze scenariuszy się sprawdził.
Luke siedział na łóżku podparty rękoma, a ona pochylała się aby go pocałować.
Nawet nie pamiętam kiedy ostatnio tak szybko biegłam. Nie ważne gdzie, byle by dalej od niego. Po moim policzku spływały łzy, a ja nawet tego nie hamowałam. Przez pewien czas biegłam wzdłuż drogi, ale potem zaczęłam po prostu iść. Zmęczenie wygrywało.
- Victoria - to był jego głos. Zakłamany głos. –V!
Zdążył złapać mnie za rękę, a potem za drugą. Kazał na siebie patrzeć, ale ja nie potrafiłam. Wciąż miałam przed oczami jak ona zbliża się do Luke’a.
- Posłuchaj mnie! – wrzasnął. – Nie pocałowałem jej! Nic między nami nie zaszło!
- Widziałam – powiedziałam łamiącym się głosem.
- Chciała to zrobić, ale odepchnąłem ją – mówił. – Nie skrzywdziłbym ciebie. Nigdy, rozumiesz?!
- Przepraszam – płakałam dalej.
- To ja przepraszam.
Po raz pierwszy w życiu staliśmy bezczynnie przez kilkanaście minut. Wtuleni w siebie i zastanawiający nad tym, co właśnie się stało. Jak mało istotna rzecz może mieć tak wielki wpływ na to, co budujemy.

Wyglądała pięknie? Nie, to za mało powiedziane. Ona lśniła, a ja nie mogłam się na nią napatrzeć. Na jej uśmiech, czy nawet to w jaki sposób mówiła. Widziałam, że ten dzień jest właśnie tym, który zapamięta do końca życia.
Oczywiście na samym ślubie nie mogło zabraknąć łez, zwłaszcza mojej mamy. Przepiękna ceremonia, która także dała wszystkim w kość. Moja siostra potrafi być także maniaczką i zrzędą w jednym. Także przez cały dzień obawiała się, że coś pójdzie nie tak. Jednak zamknęła się zaraz po tym, jak ujrzała swojego męża.
Dla mnie to nie był łatwy dzień. W końcu w nocy wydarzyła się dość niecodzienna rzecz, przez którą miałam mętlik w głowie.
Trudno było mi patrzeć na Luke’a, a może nie patrzeć? Z jednej strony chciałam mu się dobrze przyjrzeć, ale z drugiej nie.
Byłam pewna, że przez całe wesele będziemy musieli cały czas ze sobą przebywać, jednak my ciągle się mijaliśmy. No może do pewnego czasu.
Siedziałam oparta o swoje krzesło i z dala obserwowałam całą salę. Moją rodzinę i przede wszystkim siostrę która nie przestawała się uśmiechać. Byłam z niej dumna.
- Ślicznie wyglądasz, V – po moim ciele przeszły ciarki. Luke usiadł obok mnie, jak miewam na swoim miejscu drużby. Wzięłam głęboki oddech i odwróciłam się do niego. W końcu to kiedyś musiało nastąpić.
- Ty też wyglądasz dobrze – uśmiechnęłam się. Chociaż mój uśmiech był bardzo niepewny, przepełniony strachem.
- Tak szczerze to nie sądziłem, że spotkamy się właśnie tutaj – odparł. – Na ślubie twojej siostry.
- Tak – przytaknęłam.
Siedzieliśmy w niezręcznej ciszy. Nie miałam pojęcia o czym mam z nim rozmawiać, a on najwidoczniej miał to samo. Po prostu wpatrywaliśmy się w jeden punkt, aż w końcu Hemmings postanowił pójść po drinki.

- Damy radę? – usłyszałam zachrypnięty głos. Luke leżał na moim łóżku, trzymając laptopa. Udawał, że ogląda jeden ze swoich ulubionych filmów. Jednak tak naprawdę był myślami zupełnie gdzie indziej. – Przetrwamy te kilka miesięcy V?
Złożyłam ostatnią bluzkę i weszłam na łóżko. Ostrożnie zatrzymałam film i zamiast laptopa na kolanach, siedziałam tam ja. Jego dłonie spoczywały na moich nogach, a on wpatrywał się w moje oczy. Widziałam pewien rodzaju ból.
- To tylko trzy miesiące – uśmiechnęłam się. – Za miesiąc mnie odwiedzisz, a potem zostanie tylko sześć tygodni.
- Wiem, ale to i tak dużo – skrzywił się. – A Chicago to szmat drogi stąd. Co jak będę chciał cię przytulić? Albo po prostu pocałować? Kocham cię i ciężko mi cię puścić tak daleko – wypuścił powietrze. Ale dlatego, że cię kocham to właśnie cię puszczam. Żebyś mogła spełnić swoje marzenia.
Wtuliłam się w jego klatkę piersiową, a on objął mnie z całej siły. Już w tamtym momencie za tym tęskniłam. I za nim, moim chłopakiem.

Nadal nie rozmawialiśmy zbyt dużo. Tak jakbyśmy się wcześniej nie znali, co mnie bolało. Cholernie bolało. Tylko to nie ja chciałam zaczynać jako pierwsza. Tej całej poważnej rozmowy. Najzwyczajniej w świecie się bałam.
Jednak jak zwykle coś musiało pójść nie tak. Patrząc na moją siostrę nadzwyczajnie w świecie się wzruszyłam. Ocierając niekończące się łzy, chciałam zostać sama. Wyszłam na zewnątrz gdzie nie było żywej duszy. I wtedy przybiegł za mną on – największy dupek jakiego znałam.
- Idź sobie Luke – warknęłam w jego stronę. – Tylko o to cię proszę.
- Żebyś znowu mogła mnie nienawidzić?
- Słucham?
- Wiem, że tak jest, V. – Znienawidziłaś mnie i odcięłaś się ode mnie.
- No jasne, to moja wina – odwróciłam się w jego stronę i po raz pierwszy od dłuższego czasu spojrzałam w zakłamane oczy. Jednak teraz byłam na niego wściekła, bo zaczynał mnie obwiniać. – Jeszcze tylko powiedz, że to ja cię zdradziłam.
- Wyjechałaś – odparł spokojnie.
- A ty się z nią przespałeś!
- Byłem pijany, spałem – parsknął. – Nie wiem jak zrobili te zdjęcia, ale jestem pewny że nigdy cię nie zdradziłem. Rozumiesz? Nigdy bym cię nie skrzywdził…
- Ale to zrobiłeś.
Nie odzywał się, ani nie krzyczał. Po prostu podszedł do mnie i przytulił. Był czuły i delikatny, jak kiedyś. Staliśmy w milczeniu, a potem jakby wszystko odeszło. Nasza mini kłótnia i niezręczna cisza. Znów poczułam się jakbym była młodsza o te sześć lat.
- Nie zdradziłem cię – szepnął. – Przysięgam, V.

Nie wiedziałam od kogo, nie miałam pojęcia dlaczego. Jednak jednego byłam pewna. Nie mogłam nadal kochać osoby, która mnie okłamuje, zdradza i ze mnie szydzi. Tak nie postępują osoby w związku.
Spojrzałam po raz ostatni na jego numer i zablokowałam. Zerwałam z nim kontakt. Wiem, dziecinne. Tylko, że on wcale nie zachował się doroślej.
Nie odzywaliśmy się ponad miesiąc, a potem samo wszystko wyszło. Dostałam propozycje pracy, przyjęłam ją. Chicago było moim nowym domem, a ja próbowałam o nim zapomnieć. W końcu Luke Hemmings zdradził mnie bez wahania.
Na początku było ciężko, ale fakt że się do mnie nie odzywał był o wiele prostszy. Mogłam o nim zapomnieć, chociaż na chwilę.

Zawsze się zastanawiałam jakby wyglądało moje życie gdybym została w Londynie. Czy nadal byłabym z Hemmingsem? Niestety nie znałam odpowiedzi na to pytanie, bo nie wybrałam tej opcji. Chciałam zupełnie czego innego.
Minęły dwa dni odkąd moja siostra Ginny wyszła za mąż. Od tamtego czasu, moje relacje z byłym nieco się zmieniły. Porozmawialiśmy i nawet obeszło się bez krzyków. Nie spodziewałam się tego wszystkiego. Mogłam powiedzieć, że nawet byłam zaskoczona. Nim i jego życiem. Był zaręczony, planował rodzinę, a potem to wszystko przepadło. Ja nie miałam takiego szczęścia, a może nie chciałam tego wszystkiego?
Siedziałam na jednym z czerwonych foteli. Zapach kawy unosił się w powietrzu, a ja pierwszy raz odkąd tu przyjechałam czułam swego rodzaju ulgę.
Z daleka widziałam jak się uśmiecha. W ten sam stary, dobry sposób. Usiadł naprzeciwko mnie, opowiadając o dzisiejszym poranku, a potem znów spojrzał na mnie w ten urokliwy sposób.
- Więc co ty na to, V?
- Hmm? – zmrużyłam oczy.
- Żebym cię odwiedził w tym wielkim mieście.
Chciałam aby przyjechał. Bardzo chciałam.
- Będę zaszczycona – zaśmiałam się. – I Luke?
- Tak, V?
- Ja wcale wtedy nie spałam… słyszałam.
Speszył się, nie patrzył już na mnie. Tylko odwrócił wzrok, a jego twarz robiła się czerwona. Jakby miał się czego wstydzić. Jednak nie chciałam aby się tak czuł, nie po tym wszystkim co przeszliśmy. Usiadłam więc obok niego i delikatnie złapałam za dłoń dodając otuchy.
- Też zawsze będę cię kochać, bez względu na wszystko.
On tylko się uśmiechnął.
Sześć lat rozłąki to szmat czasu. Mogliśmy się zmienić i już nie być dla siebie tak bliscy jak kiedyś. Jednak wciąż mogliśmy się na nowo poznawać i przyjaźnić. Nikt nam tego nie mógł zabrać. A kto wie, może z czasem wszystko wróci ze zdwojoną siłą i znów będziemy razem szczęśliwi?






SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER DLA BLOGA
http://imaginy-5sos.blogspot.com/