01.06.2015

#Michael - Sacrifice

Ten dzień zapowiadał się nadzwyczaj normalnie. Ba, nawet można było pokusić się o stwierdzenie, że Samantha Collins miała dziś wyjątkowe szczęście. Kawa, którą wypiła o poranku, jakimś cudem nie poparzyła jej języka i zdawała się do niej uśmiechać. Mama, która zawsze zapominała kupić jej ulubionego sera, okazała swoje dobre serce i na śniadanie mogła zjeść tosty jakie najbardziej lubi. Wiosenne słońce przyjemnie tuliło twarz podczas jej drogi do szkoły. Natura budziła się do życia, pragnąc pokazać swoją najlepszą stronę. Sam uśmiechała się sama do siebie i zarażała swoim optymizmem każdego miniętego przechodnia. Jedynie w momencie, kiedy ktoś spojrzałby jej głęboko w oczy, ujrzałby obawę. Obawę o to, że ten dzień wcale nie będzie tak dobry, jak wszyscy myśleli. Dziś miało stać się coś złego, irytujący głosik w jej umyśle natarczywie jej to powtarzał. Jednak otaczająca aura pozwoliła go uciszyć. Bo przecież co mogłoby się stać w tak zwyczajną środę?
Radość ogarnęła wszystkich uczniów. Zbliżające się egzaminy jakoś przestały na moment martwić, a nauczyciele sami poczuli powiew wiosny i postanowili okazać odrobinę dobrego serca dla uczniów.
Dwie godziny matematyki zawsze są katorgą, niezależnie od tego czy dzień jest dobry czy nie. Samantha namiętnie udawała, że z zapałem zapisuje i rozwiązuje wszystkie podane równania. Nie była w ostatniej klasie, nie miała potrzeby powtarzania w kółko tego samego materiału. W jej zeszycie znaleźć można było wszystko, zaczynając od próbek talentu plastycznego.
Była właśnie w trakcie tworzenia dzieła na miarę Picassa, kiedy poczuła delikatne szturchnięcie przez osobę siedzącą obok niej. Nie kryjąc swojego znudzenia, spojrzała na swoją przyjaciółkę, od której wręcz biła aura dobrego nastroju.
– Idziemy po lekcjach na kawę? Dawno nigdzie nie wychodziłyśmy, a ja mam ci do dużo do powiedzenia! – zaszczebiotała Jennifer, patrząc na zielonooką swoim charakterystycznym, maślanym spojrzeniem. Sam wywróciła oczami. Mimo, że Jen jest jej najlepszą przyjaciółką od wielu lat, nadal nie rozumiała tego, że dziewczyna woli po prostu wrócić do domu i najlepiej spędzić cały dzień na gapieniu się w sufit i słuchaniu muzyki. Mimo swojej niechęci wymusiła najszczerszy uśmiech, na jaki było ją stać. Nie może przecież zawieść.
– Jasne, spotkajmy się przy wyjściu.
Jakże mocno pragnęła skończyć swój rysunek! Niestety, dzwonek był nieubłagany. Historia i angielski minęły szybko. Sam jak zawsze udzielała się na tyle, ile potrafiła. Przecież nikt nie może nazwać ją outsiderką. Starannie dbała o swoją opinię i skrupulatnie ją pielęgnowała, mimo że kompletnie odbiegała od rzeczywistości, to nie chciała wyprowadzać nikogo z błędu.
Biologia miała być znośna. Tylko, kiedy wchodziła do klasy na ułamek sekundy powrócił ten niepokój. Ten irracjonalny strach znów zakiełkował i nie miał zamiaru odpuścić. Może gdyby posłuchała instynktu i skłamała pielęgniarce, że źle się czuje, wszystko byłoby inne. Wydarzenia potoczyłyby się zupełnie innym torem.
Problem polega na tym, że człowiek z natury jest przekorny i uwielbia stawiać czoła swoim lękom. Skupiona na ignorowaniu problemu, usiadła w ławce. Zamknęła oczy i po cichu policzyła do dziesięciu. Nie było mowy o choćby odrobinie uwagi na dzisiejszej lekcji. Mijały minuty. Pięć, siedem, czternaście. Gdy zegar miał zacząć odliczać siedemnastą minutę rozpętało się piekło. Daleko z korytarza dało usłyszeć się kobiecy krzyk, potem kolejny i następny. Zaraz potem huk. To nie był byle jaki huk. To były strzały. Niczym niezmącona cisza panująca w klasie nagle zamieniła się w chaos. Każdy chciał uratować siebie. Byli przecież zbyt młodzi, żeby zginąć.
Wydawało się jednak, że los jest dla nich łaskawy. Sala znajdowała się tuż przy wyjściu ewakuacyjnym. Starając się nie narobić hałasu, czym prędzej opuścili budynek szkoły. Nikt nie wiedział, co się dzieje. Na zewnątrz panowała dezinformacja. Większość uczniów uciekła. Opowiadali o mężczyźnie z bronią i o tym, że zabijał każdego na swojej drodze.
Większość dziewczyn zanosiła się łzami. Świadkowie zabójstw wymiotowali gdzieś w krzakach. Idealny dzień zamienił się w koszmar.
Policja przyjechała błyskawicznie. Zamknęli budynek, nie pozwalając nikomu wejść do środka. Snajperzy i negocjator pojawili się niedługo później. Nadal nie było jednak kontaktu z zamachowcem. Samantha skarciła się w myślach. Przestań się mazać idiotko, powtarzała sobie uparcie. Rozglądnęła się wokół siebie. Oprócz panikujących nastolatków, obok niej znajdowało się kilku mundurowych. Podeszła kilka kroków bliżej, aby przysłuchać się ich rozmowie.
– ...tylko jednego zakładnika. Jest na ostatnim piętrze. Nie ma żądań, jeśli o to chodzi, ale powiedział, że chce sobie z nami pogrywać – powiedział wyższy, nerwowo poprawiając wąsa.
– Kim jest ten zakładnik, w takim razie? – Niższy policjant był zdecydowanie młodszy od swojego kolegi. Wyglądało na to, że uczył się postępowania w takich sytuacjach, bo spijał każde słowo wypowiedziane przez swojego towarzysza.
– Z zeznań świadków wynika, że to uczeń ostatniej klasy. Michael Clifford, o ile się nie mylę. Biedny chłopak, całe życie… – ale Samantha już nie słuchała. Wiedziała co zrobi i nikt jej nie powstrzyma. Puściła się biegiem, przepychając się przez tłum zgromadzony na boisku. Kilkoro z nich boleśnie ją poobijało i zaszczyciło nieprzychylnym wzrokiem. Każda minuta się liczyła, a ona wiedziała, że jeśli chociaż nie spróbuje, to nigdy sobie nie wybaczy. Pozwolenie na śmierć kolejnej niewinnej osobie nie wchodziło w grę. Czy myślała o konsekwencjach? Oczywiście, ale jakie to miało znaczenie? Może i w codziennym życiu była tchórzem. Tylko że ten dzień nie miał w sobie nic z normalności.
Było jedno wejście, którego policja nie ochraniała. Niezauważona przez nikogo wślizgnęła się do środka i rozpoczęła kolejny morderczy bieg. Sekundy mijały nieubłaganie, a jej zaczynało brakować tlenu w płucach. Gdy dotarła do schodów, pozwoliła oddechowi się uspokoić. Zatrzymała się na chwilę. Nie zwróciła nawet uwagi na to, ile ciał minęła. Osoby, które już nigdy nie doświadczą kolejnego zachodu słońca. Nie będą miały okazji odebrać nawet dyplomu. Wiedziała na co się pisze. I w żadnym stopniu nie będzie tego żałować.
Stawianie każdego kolejnego kroku sprawiało jej niesamowitą trudność, a im wyżej się znajdowała, tym powietrze było cięższe. Była już u szczytu schodów, kiedy go usłyszała. Głos miał całkowicie wypruty z emocji, a każde słowo kuło boleśnie w pierś.
– Chyba wyraziłem się jasno, że nie chcę żadnych negocjatorów.
Samantha przełknęła ślinę i wychyliła się zza schodów. Miała okazję się mu przyjrzeć. Nie miał więcej niż dwadzieścia pięć lat. Czarnowłosy, dobrze zbudowany. Mogłaby się założyć, że w liceum był sportowcem. Co go skłoniło do takiego czynu?
Przed nim stał Michael, który z całych sił próbował ukryć swój strach. W jego skroń wycelowana była broń. Zdawał się być pogodzony ze swoim losem. Nie zasłużył na to.
– Nie jestem z policji – powiedziała łagodnie, podnosząc ręce do góry, chcąc pokazać, że nie jest uzbrojona.
– A więc kim jesteś, dziecinko? – Jego ton się zmienił. Teraz był pełen pogardy. Wiedział, że góruje nad wszystkimi. Miał broń i zakładnika, którego życie zależy tylko i wyłącznie od jego widzimisię.
– To nieważne – rzuciła od niechcenia. – Ważniejsze to, że... Jakby to ująć? Chcę ci pomóc.
Idealną ciszę przerwał długi, histeryczny śmiech. Dziewczyna wzdrygnęła się, czując jak po plecach przechodzą ją nieprzyjemne dreszcze.
– Pomóc? Zainteresowałaś mnie, kontynuuj.
Jak na razie obydwoje żyjemy, wszystko według planu. Planu, jakiego planu? –  pomyślała. Zgodził się jej posłuchać, więc delikatnie opuściła z powrotem swoje ręce.
– Chcesz zrobić show, doskonale to rozumiem, ale robisz to źle. – Jego brew powędrowała do góry, gdy dotarł do niego sens jej słów. Miała go, uraziła jego dumę. Była pewna sukcesu. – Nie wywołasz tak wielkiego poruszenia jak chcesz, zabijając go. Jest młody, to prawda. Tylko historia nie będzie wystarczająco… Dramatyczna.
– Dramatyczna?! - ożywił się. - Przecież jak na razie zabiłem co najmniej dziesiątkę uczniów. Nie uważasz tego za wystarczająco dramatyczne?!
– Szczerze mówiąc, nie. Bo liczy się finał. Uwierz mi, ludzie bardziej będą rozpaczać, kiedy ofiara będzie młodsza, bo przecież miała tak dużo przed sobą. No i oczywiście, musi być dziewczyną.
– Sugerujesz coś, kotku?
Nie zawahała się ani na moment.
– Tak. Ja zamiast niego.
– Jaka odważna, podoba mi się. – Oczy zamachowca płonęły czystym szaleństwem. Plan dziewczyny wcale nie był taki zły. – Więc chcesz, żebym uwolnił chłoptasia?
Broń dotknęła głowy Michaela. Dreszcz przeszedł przez całe jego ciało. Dzięki Sam w jego duszy zapłonęła iskierka nadziei, że może jednak przeżyje. Ale za jaką cenę? Nie chciał, żeby ktokolwiek się dla niego poświęcał. A ona? Mogła jeszcze tyle osiągnąć. Znał ją, była jego dobrą przyjaciółką i wiedział, na ile ją było stać. Nie była szalenie utalentowana, ale miała ambicje. Coś, czego jemu brakowało.
– Prosty układ. On odchodzi, ja przychodzę. – Starała się brzmieć obojętnie, jakby rozmawiali o jakimś filmie, a nie o jej własnym życiu. Naprawdę w środku drżała, że to się nie uda, że zginą oboje. Mężczyzna jednak wydawał się owładnięty szaleństwem do tego stopnia, że był skłonny zgodzić się na to.
– Ha, a to dobre! Zwroty akcji, tego właśnie potrzebuję! – krzyknął rozradowany. – Podejdź tu, skarbie. Nie chcemy, żebyś nam przecież uciekła
Mimo że nogi miała jak z waty, z udawaną pewnością siebie zmniejszała dystans pomiędzy nimi. Serce biło tak mocno, jakby miało wyskoczyć z piersi. Stanęła pół metra przed nimi. Mężczyzna powoli skierował broń w jej stronę.
– Chodź tu do mnie – szepnął, przyciągając ją do siebie. – A teraz się odwróć.
Spojrzał na swojego poprzedniego zakładnika z pogardą.
– Czuj się zbawiony. No już, spadaj stąd!
Michael jakby nie wiedział co się dzieje i na drewnianych nogach ruszył przed siebie. Spojrzał w tył tylko jeden jedyny raz. I to wtedy zrozumiał wszystko. Wystarczyło to jedno spojrzenie na Sam, jego małą Sammy. Od zawsze powtarzał, że te oczy mówią wszystko. I mówiły. Nawet krzyczały, tak głośno jak tylko potrafiły.
– Nie słyszałeś? Wypad! – Usłyszał jej głos po raz ostatni. Wiedział, że ona umrze. Gdyby tylko mógł, uratowałby ją. Ale nie potrafił. Następne co zapamiętał to ten przerażający śmiech i odgłos wystrzału.
Nie mógł odwrócić wzroku, kiedy jej kruche ciało pozbawione życia padało na posadzkę. Jej oczy nadal były otwarte. Jeszcze niedawno tak pełne swojego  błysku, teraz zupełnie puste. Tyle wystarczyło. Biegiem pokonał schody, nim usłyszał drugi wystrzał. Tlen. Potrzebował tlenu. Natychmiast.
Nie wiedział, kiedy znalazł się na zewnątrz. Chyba stracił przytomność.


Temat zamachu na stanowe liceum nie schodził z czołówek gazet przez długi czas. Po cichu planowano już nawet nakręcenie filmu na podstawie tych wydarzeń. Z czasem jednak wszystko wróci do normy i wszyscy o tym zapomną, ale Samantha miała rację. Ta historia poruszyła cały kraj, a Thomas Johnson otrzymał to, czego tak pragnął. Sławy.

Pogrzeb Sam był wielkim wydarzeniem, na którym pojawiły się setki ludzi. Wszyscy rozprawiali się na temat niebywałego przykładu poświęcenia u tak młodej osoby. Każdy nagle pokochał małą, kasztanowowłosą Collins. O umarłych mówi się dobrze albo wcale, a o niej chcieli mówić. Problem polegał na tym, że wypowiadali się ci, którzy mieli najmniej do powiedzenia. Na próżno było szukać wypowiedzi Jennifer czy chociażby kogoś bliższego nastolatce. Oni milczeli, bo wiedzieli, że ona tego by chciała.

Michaela na próżno było szukać na pogrzebie. Pojawił się na cmentarzu dopiero, gdy niebo spowił pomarańcz. Potrzebował pomyśleć. Na grobie ułożył starannie wybrane trzynaście białych róż i zastygł w bezruchu zatracony w otchłani własnych myśli. Czy bolało? Cholernie. Nie potrafił sobie wyobrazić, że robi coś takiego dla kogokolwiek, a ona zrobiła to dla niego. Poświęciła swoje własne, kruche życie dla niego. Dlatego obiecał sobie, że nie zmarnuje darowanej szansy. Zrobi wszystko, żeby ona tam, gdzie jest, była z niego dumna.
– Jak się trzymasz? – Usłyszał nagle tuż obok siebie głos Jessiki. Spojrzał na jej pełną troski twarz. Mimowolnie uśmiechnął się delikatnie.
– Lepsze pytanie brzmi jak ty się masz, Jess. Przecież to była twoja najlepsza przyjaciółka – powiedział, patrząc gdzieś daleko w horyzont.
– Mikey, dobrze wiesz, że Sammy jest moją najlepszą przyjaciółką – zaśmiała się – Cóż, byłyśmy umówione na kawę po szkole… Nie udało się. Chodź, chociaż ty mi potowarzyszysz.
Dziewczyna chwyciła go za ramię, ale nie ruszył się.
– Może później, muszę jeszcze trochę pomyśleć – rzucił przepraszająco. Jennifer powolnym krokiem zaczęła się oddalać, ale w pewnym momencie zatrzymała się i odwróciła się w stronę chłopaka.
– Michael – odezwała się. – Chyba wiesz, że ona cię kochała, prawda?
Kiedy odpowiedziało jej lekkie skinienie głowy, z czystym sumieniem odeszła.
Clifford powrócił myślami do tamtej chwili, w której po raz ostatni ich spojrzenia się spotkały. Zobaczył wtedy w nich najszczerszą miłość, za którą będzie jej wdzięczny do końca.
~

Zapraszam na moje fanfiction Pakt Samobójców. Poniżej możecie zapoznać się z opisem oraz zwiastunem :)
Oboje od dawna chcieli się zabić, ale nie potrafili. Tym razem ma być inaczej. Zawierają układ, w którym dają sobie tylko trzynaście tygodni życia, podczas których starają się doświadczyć jak najwięcej.




Od Koneko:
Jak widzicie, dzisiejszy imagin jest od spectrum, osoby spoza naszego bloga. Dodany został w ramach nowej oferty współpracy. Więcej informacji znajdziecie w zakładce "współpraca".

9 komentarzy:

  1. Bardzo dobrze napisana praca! To współpraca jednorazowa czy zobaczymy tu więcej Twoich dzieł? Fajnie by było, jakby to drugie, bo ta naprawdę mi się podoba. Przeczytałam ją dwa razy. :)
    Patrycja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest to jednorazowa współpraca, ale kto wie co przyniesie przyszłość :)

      Usuń
    2. Polecamy się na przyszłość! :) Twoje prace mile widziane. Jak coś to wiesz, gdzie się zgłosić. :)

      Usuń
  2. Jest swietny, naprawde :)
    Tylko pogratulowac! :)
    Jej postawa, to ze uratowala Michaela... Jejku, brakuje slow. To piekne i cudowne, ze sie tak poswiecila. :')
    I Twoj Pakt brzmi taaaak kuszaco, taaak pieknie, ale jak na zlosc jest o Hemmingsie :/ Why!? Przy okazji, Twoje zwiastuny sa genialne, a ten na Sprzedana Koneko jest asdfghjkl i ogladalam go juz chyba setki razy! ♥
    Ja rowniez mam nadzieje, ze to nie jest wspolpraca jednorazowa i ze jeszcze cos Twojego przeczytamy. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję <3
      Mam nadzieję, że może jednak się przełamiesz i dasz szansę Paktowi, możesz przecież wyobrazić sobie kogoś innego, niekoniecznie Hemmingsa :)

      Usuń
  3. Świetny *o* mogę wiedzieć jaka to piosenka w zwiastunie?<3

    OdpowiedzUsuń

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER DLA BLOGA
http://imaginy-5sos.blogspot.com/