22.11.2016

#Luke - Paper Thin

*Ashton*
Ich dwójka była najbardziej toksyczna jaką kiedykolwiek znałem. Zachowywali się jak para dzieciaków, która nie może dojść do porozumienia. Skradali się na paluszkach tylko po to, aby spędzić ze sobą noc. I byli pewni, że wszystko utrzymują w tajemnicy. Szkoda, że tak nie było. Ale może od początku.
Poznałem ich w liceum. Każdego osobno i każdego pod innym względem. Z Hemmingsem chodziłem na kilka przedmiotów oraz treningi, a z Britt na biologię i dodatkowe zajęcia. Zaczynaliśmy się przyjaźnić, potem mieliśmy własną paczkę i wtedy się zaczęło.
W pierwszej klasie ledwo ze sobą rozmawiali, a potem flirtowali. Z każdym dniem coraz bardziej, a ja byłem pewien że w końcu zaczną ze sobą chodzić. Tylko zamiast tego Luke znalazł sobie inną dziewczynę, a ona poszła w odstawkę. Widziałem, że to zaczynało ją boleć. Jednak to był dopiero początek.
Po koniec trzeciej klasy Britt i Hemmings byli wolnymi singlami. Ich znajomość znów się poszerzała. Były flirty, a nawet pocałunki na jednej z imprez. Chodzili za sobą jak ćwierkające ptaszki. Tylko żadne z nich nie potrafiło nic zrobić, a ja temu wszystkiemu musiałem się przyglądać.
Najbardziej w tym wszystkim było szkoda mi Britt. Wiecie dlaczego? Byłem pewien, że po tych wszystkich przygodach w łazience czy flircie dwadzieścia cztery na dobę to właśnie ją, Luke poprosi aby poszła z nim na bal. Tak się jednak nie stało. Nie zamierzał iść (jak to określił) „ze swoją najlepszą przyjaciółką”.
Kiedy trafiliśmy na studia, zdecydowaliśmy że wszyscy razem coś wynajmiemy. Luke i Britt przekonywali mnie, że nie mają do siebie jakichkolwiek urazów, a ja się zgodziłem, bo dlaczego nie? I tak mieliśmy iść do jednego miasta, więc mogliśmy mieszkać razem.
Calum, Michael, Lucy, Lahley oraz Tina byli dodatkiem do tego wszystkiego. Na początku byłem załamany taką ilość ludzi w domu, ale potem wszystkim to wyszło na dobre. Wracając do naszej dwójki…
Pierwszy rok studiów był ciszą przed burzą. Britt była w związku, a Luke był z trzema dziewczynami w ciągu roku. Nie interesowali się więc sobą i nie wracali do flirtu, który najlepiej im wychodził. Zmieniło się to na jednej z naszych wspólnych imprez na drugim roku, gdzie się ze sobą przespali. Wtedy miałem nadzieję, że nie skończy się tylko na tym.
Wiecie… to było uczucie pragnienia, aby twoi najlepsi przyjaciele byli w końcu razem. Jednak oni nie wpadli na tak genialny pomysł jak ja i przez ponad półtora roku sypiali ze sobą „bez żadnych uczuć”. Uwierzycie? Ja też nie.
Nie rozumiałem i nie rozumiem do teraz, dlaczego wtedy nie dali sobie szansy. Spotykali się tylko ze sobą, ale nie chcieli być nazywani parą. Oni tylko się pieprzyli, aż do momentu w którym Britt powiedziała „Stop”. Hemmingsowi nie było trzeba dwa razy powtarzać i wziął to sobie do serca. Odsunął się od niej i zaczął swoje własne życie. Robił jej na złość i na jej oczach wyrywał dziewczyny. Ona udawała, że nic ją to nie rusza. Miała gdzieś to wszystko, ale słyszałem jak po nocach płacze.
Starali się o tym nie rozmawiać, zachowywać normalnie, ale wszyscy wiedzieli że coś tu nie gra. Tylko oni nie chcieli się do tego przyznać.
Minęło kilka lat, my byliśmy już po studiach, ale nadal mieszkaliśmy w jednym domu. I niby wszystko się zmieniło, jednak oni nadal zostali tymi samymi dziećmi.
Od kilku tygodni obserwowaliśmy ich każdy krok i to jak się zachowują. Byli szczęśliwi, oboje. Byłem tylko ciekaw ile to wszystko potrwa i jak ich relacje wyglądają teraz.

*Britt*
Wystarczyło abym przekręciła klucz w drzwiach, a od razu mogłam ich usłyszeć. Mimo tego, że była siódma rano, a ja byłam skołowana. Jak zwykle siedzieli przy wielkim stole, który wyglądał jak w tych filmach gdzie rodziny jedzą obiady. U nas było nieco inaczej. Nie byliśmy taką rodziną z krwi i kości, ani nie jadaliśmy tutaj obiadów.
- Wróciła nasza pani doktor – odezwał się Calum. Na jego ciele oczywiście widniały tylko i wyłącznie spodnie dresowe. W dłoni znajdywała się czarna kawa bez cukru, a on sam wyglądał na najbardziej radosnego człowieka w tym domu. – Jak dyżur?
- Jestem wyczerpana fizycznie i psychicznie, ale mogło być lepiej – westchnęłam. – Dzięki że pytasz.
Zajęłam się przygotowaniem szybkiego śniadania, a potem chciałam jedynie położyć się we własnym łóżku i zasnąć. Moje powieki ledwo funkcjonowały, co było dość irytujące.
- Jutro o ósmej wieczorem każdy z was ma być w domu – ogłosiła Lahley. – Pamiętacie tak?
- Nie – zażartował Ashton. – A popatrz, wspominałaś już o tym przez jakiś miesiąc.
- Bo to ważne, idioto – warknęła. – Lucy ma urodziny.
Usiadłam na swoim stałym miejscu i słuchałam ich dialogu dopóki nie wyszli do pracy. Potem zostało mi tylko gapić się na pustą ścianę i słuchać cichego śpiewu Caluma, który sprzątał po tej całej dziczy. Gdyby nie on, ten dom już dawno by się zapuścił.
Zanim dotarłam do swojego pokoju musiałam coś sprawdzić. Wiedziałam, że to nie jest właściwie ani nie powinnam, ale po prostu…
Otworzyłam drewniane drzwi i spojrzałam w głąb pokoju, który wypełniony był ciemnością. Rolety jak zwykle były zasłonięte, a na jednym z foteli leżała sterta ubrań. Jednak ciekawiła mnie jedna osoba, która leżała na łóżku. Jego ciało było odkryte do połowy, a ja mogłam zobaczyć idealne mięśnie na plecach. Uśmiechnęłam się tylko pod nosem i się wycofałam.

W pewnym momencie poczułam, że się budzę. W głębi duszy tego nie chciałam, bo mój sen był naprawdę fascynujący. Jednak z każdą chwilą oddalał się jak moje marzenia. I wtedy poczułam to ciepło, które bije do moich pleców. Powoli otworzyłam powieki i zobaczyłam dłoń, która mnie oplatała. Doskonale ją znałam, ale nie wiedziałam czy chce aby leżała tuż obok.
- Znowu to robisz – szepnęłam pod nosem, mając nadzieję że usłyszy.
- Wiesz że uwielbiam z tobą spać – odparł. – A ja wiem, że ty także to lubisz.
- Luke… - odwróciłam się do niego przodem, gdzie mogłam zobaczyć niesamowity uśmiech. – Ile razy jeszcze będziemy to wszystko przerabiać?
- Tylko się obok położyłem – zaśmiał się. – Nie oburzaj się tak.
- Nie oburzam – usiadłam tak, abym mogła na niego spoglądać. – Tylko nie wiem czy zapomniałeś, ale mieliśmy zostać przyjaciółmi, a to co robisz nie mieści się w tym kryterium.
- Czyli nie będzie ci przeszkadzać jeśli przyprowadzę na urodziny Lucy laskę? – mówiąc to patrzył się w moje oczy, bezczelny. – Hmm?
- Jasne, że nie – zmusiłam się do uśmiechu. – Możesz sobie z nimi sypiać, a mi i tak będzie to wisieć obok nosa.
- Więc dlaczego dzisiaj rano zaglądałaś do mojego pokoju?
- Na pewno nie po to aby przyłapać cię na gorącym seksie – wstałam z miejsca i zaczęłam zbierać porozrzucane rzeczy. – Nie interesuje mnie to, Luke.
A tak naprawdę piekło od środka, tylko po co mu to wiedzieć? Znów zaczęło by się to samo, a my utknęlibyśmy w jednej bańce mydlanej na całe życie.

***

Urodziny dla Lucy były organizowane w naszym domu, gdzie życie towarzyskie kwitło z każdym dniem. Staraliśmy się aby jej przyjęcie składało się z samych dobrze znanych jej osób, a nie jak na urodzinach Michaela gdzie nie znaliśmy jej większości.
Stałam z kieliszkiem wina przy jednej ze ścian razem z Tris. Obie obserwowałyśmy towarzystwo, które było bardziej niż wstawione. Ashton obmacywał się na kanapie ze swoją nową dziewczyną, a Clifford rozmawiał z koleżanką Lucy na końcu pomieszczenia. Czasami nie wierzyłam, że moi przyjaciele są takimi idiotami. Ale nie, największy przebijał ich wszystkich. Luke pieprzony Hemmings, który dawno się zalał w trupa. Nie miałam wręcz pojęcia, co przyprowadzona przez niego laska w nim widzi. Fakt nie grzeszył urodą, ale jego gadka i sposób bycia po prostu był odpychający.
- Lahley jest z siebie dumna – powiedziała dziewczyna, upijając alkohol. – Lucy nic nie podejrzewała, a impreza wygląda na udaną.
- Tak – przytaknęłam, obserwując całującą się parę. Czy jej język był w stanie dotknąć jego migdałków?
- Tak właściwie to gdzie ona jest? – kolejne pytanie. – Może wyszła gdzieś z Calumem?
- Dolać ci wina?
To było bardziej jak stwierdzenie, gdyż moja dłoń od razu sięgnęła po jej kieliszek. Skierowałam się w stronę kuchni i do dwóch szklanych naczyń wlałam alkoholu. Zapowiadała się niezapomniana impreza.

***

Wystarczyły trzy dni, abym znów wpadła w wir pracy. Moje zapotrzebowania kofeiny wzrosły, a mój pokój był jedynie miejscem w którym szukałam tylko czystej bielizny.
Wracając wieczorem do domu chciałam jedynie przespać osiem zwykłych godzin, które nawyczyniaj w świecie mi się należały. Nie chciałam nawet jeść, po prostu pragnęłam ciepłego łóżka.
Całą piątkę zastałam w salonie, gdzie z zaciekawieniem oglądali jakiś film. Lucy siedziała dość blisko Caluma, co było nieco zabawne, bo co chwilę na siebie zerkali. Jakby nie wiedzieli czy mogą się publicznie przytulić. Czasem mieliśmy ich dość i chcieliśmy wyznać im, że przecież o wszystkim wiemy. Oni byli w sobie zakochani, ale może tak naprawdę sami o tym nie wiedzieli? Skradali się z tym jak małe dzieci.
Byłam pewna, że od razu po położeniu się w ciepłym łóżku usnę, jednak tak się nie stało. Wierciłam się i przekładałam na każdą możliwą stronę. Nawet nie potrafiłam stwierdzić ile czasu zajmuje mi zaśnięcie, co było irytujące. Byłam już na tyle zmęczona, że chciałam płakać. Nie mogłam spać, a tego właśnie najbardziej potrzebowałam. Wtedy posunęłam się do najbardziej szkodliwych kroków. Wiedziałam, że będę tego żałować. Jednak w tamtym momencie myślałam tylko o tym, że nie mogę zmrużyć oka.
Założyłam kapcie, sięgnęłam po telefon i oświetlając sobie drogę po chwili stałam przed drewnianymi drzwiami. Bałam się je otwierać, ale wiedziałam, że Luke jest jedyną drogą. Tylko, że jego pokój był całkowicie pusty, a łóżko zaścielone jakby od kilku dni w nim nie spał.
Byłam zawiedziona, ale wróciłam do siebie. Obróciłam się na prawy bok i zaczęłam liczyć barany tak jak kiedyś nauczyła mnie mama. Tylko, że za każdym kolejnym z moich oczu wydobywały się łzy. Zmęczenie? Sama nie wiedziałam, co wtedy mną kieruje.
I wtedy usłyszałam zgrzytanie drzwi, pojedyncze kroki. Materac lekko się ugiął, a kołdra podniosła ku górze. Znów poczułam ciepło, które otuliło moje ciało. Ręka Luke’a znalazła się na tym samym miejscu, a potem usłyszałam ciche słowa.
- Już przy tobie jestem.

Nie zastałam go rano w łóżku. Wyszedł zanim zdążyłam otworzyć oczy. Z jednej strony cieszyłam się że nie muszę z nim rozmawiać o tak wczesnej porze, ale z drugiej byłam zawiedziona. Spytacie, dlaczego. Nie potrafiłam odpowiedzieć.
Wróciłam do domu dość wcześnie. Byłam nawet pewna, że nikogo nie zastanę. Jednak w środku paliło się jedno światło w kuchni, a ja czułam intensywny zapach, który pochodził właśnie z niej. Odłożyłam płaszcz na miejsce i od razu skierowałam się do pomieszczenia. Podejrzewałabym wszystkich domowników, ale nie jego. Luke stał tyłem do mnie w czerwonym fartuszku.
- Nigdy nie widziałaś mnie w kuchni? – spytał mieszając coś w garnku.
- Nigdy nie byłeś na tym tak skupiony.
Odstawił garnek z ognia i w końcu odwrócił się do mnie. Był poważny jak nigdy dotąd, ale na jego twarzy znajdowała się czerwona mazia. Bez wahania sięgnęłam po ścierkę i zbliżając się do niego, wytarłam policzek.
- Dz- dzięki – odparł zmieszany.
Pozwoliłam, aby robił to co zaczął. Usiadłam więc przy stole ze szklanką zimnej wody. Miło było obserwować go w kuchni. Był cichy i całkiem inny. Jego ruchy czasem były raptowne, a kiedy indziej przemyślane.
Siedzieliśmy w ciszy. Jakby żadne z nas nie potrafiło się odezwać. Nie przeszkadzało mi to, ale także zastanawiałam się czy mamy porozmawiać o tym co ostatnio się dzieje. Tylko dlaczego miałabym to właśnie ja zaczynać tą rozmowę? To on był facetem.
- Zjesz ze mną? – trzymał dwa talerze w dłoni, a potem postawił je naprzeciwko siebie. Oczywiście nie odmówiłam, bo Luke Hemmings to rzadkość w kuchni.
Zjedliśmy więc razem kolacje, a potem nawet razem posprzątaliśmy. Nie było już ciszy, ale rozmowa o błahostkach. Kiedy mówił, wpatrywałam się  w jego usta i to w jaki sposób marszczy brwi. Uwielbiałam to, kim był.
Luke włączył film, którego o dziwo nie widziałam. Siedzieliśmy w bezpiecznej odległości na sofie. On po mojej prawej, a ja po jego lewej. Miałam wrażenie, że kiedy zerkam na niego on o tym wie. Zaś czasem byłam wręcz pewna, że to on wpatruje się we mnie. Nie wiedziałam, co pomiędzy nami było. Jednak ta bariera nadal się utrzymywała, a żadne z nas nie potrafiło jej przebić.
- Wróciłem! – głos Caluma wypełnił całe mieszkanie. – Co oglądacie?
- Calum, idioto – krzyczał za nim Ashton. – Nie mogłeś na mnie poczekać?
Zaczęli rozmawiać, a potem dołączyła do nich Lucy, która wróciła z pracy. Już nie było tak cicho, a obejrzenie filmu ze zrozumieniem całej fabuły było wręcz nie możliwe.

***

Przez cały tydzień było tak samo. Luke przychodził do mnie w nocy, a kiedy zasypiałam on znikał. W dzień unikał mnie jak tylko mógł, a kiedy się widzieliśmy byliśmy dla siebie nieznośni. Czułam jak się przy nim rumienię, a słowa nie chcą przejść mi przez gardło. Tak jakbym zrobiła przy nim najbardziej wstydliwą rzecz pod słońcem. Nie rozumiałam siebie, ani jego. To co robiliśmy było najbardziej pokręconą rzeczą, a może to czego nie zrobiliśmy. Nie rozmawialiśmy ze sobą jak ludzie, tylko się z tym wszystkim kryliśmy.
Nie patrzyłam nawet na zegarek. Było już dość późno, a w całym domu światła były już zgaszone. Prawdopodobnie każdy spał, albo miał taki zamiar. Wyszłam z łazienki w samym ręczniku owiniętym wokół nagiego ciała. Z włosów skapywały mi kropelki wody, a sama kierowałam się do swojego pokoju. Zamierzałam ubrać się w piżamę i wskoczyć pod pościel.
Zamknęłam za sobą drzwi i prawie krzyknęłam. Jego twarz oświetlała lampka nocna, a sam był poważny. Wpatrywał się we mnie, jakby widział po raz pierwszy.
- Luke?
Zbliżył się na tyle, aby jego dłoń mogła dotknąć mojego policzka. Kciukiem przetarł skórę, a potem lekko się uśmiechnął. Chciałam się czegoś dowiedzieć, dlaczego to robi, ale on był szybszy.
Nasze usta zetknęły się, a ja poczułam dreszcze na całym ciele. Jego pocałunek był delikatny, a zarazem chciał to wszystko kontrolować. Tylko, że nie tak to zapamiętałam. Pocałunki Luke’a zazwyczaj były pewne, ale nie teraz. Ten był wyjątkowy.
Kiedy się odsunął czułam niedosyt. Chciałam się znów przybliżyć i wpić w jego wargi, ale on mi na to nie pozwolił. Zrobił kilka kroków do tyłu, a potem bez słowa wyszedł z pokoju. Byłam w szoku i nie za bardzo wiedziałam co mam zrobić w takiej sytuacji, gdy to on wychodzi, a nie ja.

***

Unikał mnie dwa dni. Dwa pieprzone dni w których nie widziałam go nawet przez sekundę. Nie słyszałam jego głosu, ani nie czułam jego perfum. Chciałam zamknąć się w pokoju i po prostu rozpłakać się, bo tak naprawdę nie wiedziałam w czym leży problem. Co takiego zrobiłam, że nie chce mnie oglądać?
Siedziałam razem z przyjaciółmi przy stole w kuchni. To był ten czas, gdy każdy z nas miał trochę czasu i mógł go poświecić na zwykłą rozmowę. Calum stał przy blacie kuchennym i robił kanapki, a Lucy starała się dokończyć swoją prace. Nie było jedynie Tiny, która poszła na wielką randkę. Nie wspominając o Hemmingsie, który zapadł się jak kamień w wodę.
- Dawno nie spędzaliśmy tak czasu – odezwał się Michael, uśmiechając się do wszystkich. Był to szczery uśmiech, którego bardzo mi brakowało. – Pracujecie jutro?
Każdy oprócz Lahley zaprzeczył, więc sądząc po minie chłopaka bardzo się ucieszył. Wystarczyła chwila, aby za sekundę wrócił z pełną butelką wódki i kilkoma kieliszkami.
- Powinniśmy wypić – uprzedziła go Lucy. – Tak, Michael tego potrzebujemy.
Zamknęła więc laptopa i odłożyła na półkę obok. Clifford w tym czasie nalał każdemu po szocie i wzniósł toast. Nigdy nie widziałam takiej jedność między nami, a to było naprawdę coś niesamowitego.
Wystarczyły dwie godziny, aby każdy z nas był dobrze wstawiony. Przenieśliśmy się do salonu, gdzie było o wiele więcej miejsca. Zaś Michael rozłożył nasz cały asortyment i nadal namawiał nas do picia. Nie, aby mi to przeszkadzało, ale czułam już to czego nie powinnam.
Zostawiłam za sobą hałasujących ludzi i sama z uśmiechem na ustach przeszłam do toalety. Czułam się fantastycznie o ile to było możliwe.
Wystarczyło kilka minut abym stała przed lustrem i powstrzymywała się od płaczu. Patrzyłam na siebie jakby sprzed kilku lat. Wtedy byłam zakochana w osobie, która tak naprawdę miała mnie gdzieś. Nie widziała moich uczuć i nie czuła potrzeby aby je poznać. I ta osoba była błędem do której obiecywałam sobie, że nie wrócę. Tylko, że sama siebie na tym przyłapywałam. Łamałam własne zasady.
Drzwi od łazienki się otworzyły, a ja raptownie obróciłam się w ich stronę. Stał tam Luke, który nerwowo poprawiał swoje włosy. Przeczesał je dłonią i przełknął ślinę. Nie spodziewał się mnie, a ja jego. Moje serce zaczęło raptownie bić, a ja zaczynałam sobie wszystko przypominać. To jak mnie traktował i kim byłam właśnie dla niego, a może kim nie byłam.
- Hej – powiedział zachrypniętym głosem, a potem dokładnie się mi przyjrzał. Wiedziałam co chce powiedzieć, ale najwyraźniej się z tym wstrzymywał. Nie czekałam więc dłużej i zrobiłam kilka kroków do przodu. Chciałam go wyminąć i wyjść z pomieszczenia. Jednak on dotknął mnie za barki, wstrzymując moje ruchy. – Jesteś pijana?
- Nienawiścią do ciebie, kochanie.
Ich impreza dopiero się rozkręcała, a ja nie zamierzałam zostać w tyle. Wróciłam i dołączyłam do Ashtona, który polewał kolejną kolejkę śmiejąc się przy tym z Lucy i jej tańca. Wystarczyło abym przechyliła kieliszek, a przed moimi oczami pojawił się Luke.
- Patrzcie kto wrócił zza światów – zaśmiałam się. – Co cię do nas sprowadza?
- Polać ci? – spytał Calum, a on tylko pokiwał głową. Hood nalał do dwóch kieliszków, a on bez mrugnięcia okiem wypił dwa na raz nie krzywiąc się przy tym.
 - Czy ja ci kurwa coś zrobiłem? – wydarł się w moją stronę, a ja drgnęłam. Wszyscy ucichli, jedynie muzyka nie przestała grać. Każda para oczu patrzyła na Hemmingsa i jego napinające się żyły na rękach. To nie wróżyło dobrze, ale w tamtym momencie miałam to gdzieś. Wszystko się we mnie zbierało i tak naprawdę miałam ochotę to z siebie wydusić.
- Naprawdę chcesz to teraz roztrząsać? – wstałam ze swojego miejsca i podeszłam bliżej niego. Chciałam widzieć jego minę i obserwować to czy naprawdę żałuje. – Na początku to była pieprzona zabawa z którą brnęliśmy coraz głębiej, ale to była norma. Byliśmy wtedy dosłownie dziećmi. Ale wiesz co mnie najbardziej bolało? To, że o mnie zapomniałeś.
- Co? – prychnął
- Kiedy pojawiała się inna dziewczyna w zasięgu twojego wzroku, ja szłam w odstawkę jak jakaś zabawka. Nie odzywałeś się do mnie, a nawet nie patrzyłeś. Przed balem pieprzyłeś się z największą dziwką w liceum i na każdym kroku się tym chwaliłeś! I nie obchodziłam cię wtedy ja i to mówiłeś mi zanim się ze mną przespałeś.
- Przespaliście się… co? – usłyszałam głos Ashotna. – Kurwa…
- Byłam w tobie zakochana i ty doskonale o tym wiedziałeś. Nadal pozwalałeś mi w to brnąć i nie zaprzeczałeś temu wszystkiemu, aż do momentu w którym mnie zdradziłeś – uśmiechnęłam się krzywo. – Uwierzysz Luke? Że po tym wszystkim ja wciąż ci wybaczałam? Twoje wszystkie przewinienia, dziewczyny… Tylko powiedz mi dlaczego, bo ja nie rozumiem.
Patrzył się na mnie pustym wzrokiem, a potem sięgnął po kieliszek w wódką. Chciałam aby coś powiedział. Pragnęłam tego, aby w końcu to z siebie wydusił.
- Jesteś pijana – powiedział cicho. – Nie będziemy teraz o tym rozmawiać.
- Proszę cię – prychnęłam. – Udawałeś idiotę przez ostatnie kilka tygodni. Nie stać cię było na jakąkolwiek rozmowę, teraz też nie. Więc powiedz mi ile jeszcze mam czekać?
- Daj sobie spokój Britt – odwrócił się do mnie tyłem i znów sięgnął po kieliszek z wódką. Denerwował mnie z każdą minioną sekundą.
- Nie! – wrzasnęłam. – Nie chce!
- Nie będę o tym teraz z tobą rozmawiał – miałam wrażenie, że wywraca oczami. – Jesteś…
- Pijana – przytaknęłam. – Powiedz!
- Kocham Cię! – krzyknął w moją stronę, a ja zamilkłam. Dwa słowa, które dla niego nie miały żadnej wartości, odbijały się w mojej głowie. – Zadowolona? To właśnie chciałaś usłyszeć będąc najebana w trzy dupy?
Wyszedł na taras, a za nim od razu pobiegł Ashton. Nie wiedziałam co mam zrobić, ani jak się zachować. Więc po prostu usiadłam i zaczęłam płakać. Użalałam się nad sobą aż do momentu w którym Irwin nie wrócił z zimnego dworu i nie zaniósł mnie do pokoju. To wszystko trwało jakby kilka minut, jednak zanim tam trafiłam na dworze robiło się już jasno. Czas przyśpieszył, ale ja zatrzymałam się w miejscu.

***

Ze swojego pokoju wyszłam dopiero przed piątą wieczorem. Było to spowodowane równie dobrze kacem, jak i wstydem w stosunku do Luke’a. Przez cały czas zastanawiałam się co mam zrobić z nim samym. Dlaczego powiedział te dwa pieprzone słowa i co tak naprawdę jest między nami. Wiedziałam, że to co kiedyś było zawsze będzie gdzieś we mnie siedziało i nigdy tak naprawdę nie będę w stanie o tym zapomnieć. W końcu takich rzeczy się nie zapomina.
W kuchni zastałam tylko Ashtona i szczerze powiedziawszy bardzo się z tego cieszyłam. Chciałam jeszcze raz z nim porozmawiać i powiedzieć o moich przypuszczeniach. Miałam kilkanaście myśli na sekundę i to wcale nie ułatwiało mi sprawy. Jednak z drugiej strony miałam przed sobą niesamowitą szansę i to chyba był ten czas w którym mogłam to wykorzystać.
Było już grubo po północy, a ja nadal siedziałam na łóżku Luke’a. Czekałam na niego i chciałam z nim porozmawiać. Gdyby nie to, że Ashton zapewnił mnie o jego obecności nie byłabym do tego przekonana i zrobiłabym prawdopodobnie największe głupstwo, jak nie rozmowa z nim.
Widziałam, jak otwierają się drzwi, a do środka wchodzi on. Ubrany jak zwykle w ciemne kolory. Niezbyt zwracał na mnie uwagę. Po prostu zapalił lampkę nocną i delikatnie usiadł na drugim końcu łóżka. Jakby się bał.
- Luke – odwróciłam się w jego stronę. – Chciałabym z tobą porozmawiać.
- Słucham – odpowiedział obojętnie. – Co masz do powiedzenia, Britt?
- Wczoraj… ja – ucięłam. – Przepraszam.
Cisza, która wypełniała pokój mnie przerażała. On powinien się odezwać, powiedzieć cokolwiek. Tylko zamiast tego, milczał nawet na mnie nie spoglądając. Wstałam z miejsca i podeszłam stając naprzeciwko niego. Głowę ciągle miał spuszczoną w dół, a sam bawił się palcami.
- Spójrz na mnie – poprosiłam, a on tak postąpił. Miał pusty wzrok, którego nienawidziłam. Moja dłoń powędrowała na jego twarz i lekko kciukiem przejechałam po jego szorstkiej skórze. – Kocham cię, zawsze kochałam.
- Ale? – odepchnął moją dłoń, wiedział? – Zawsze jest jakieś pieprzone ale.
- Sam wiesz, że to co nas łączy jest chore – przegryzłam wargę. – To się nie uda, nigdy by się nie udało.
Zaczął chodzić po całym pokoju, ale to nie były nerwowe ruchy tylko raczej spokojne. Widziałam, jak ciężko oddycha, a jego dłonie delikatnie drżą. Nie wiedziałam co się z nim dzieje, ale gdy w mgnieniu oka się do mnie zbliżył, zrozumiałam. Znów mogłam poczuć jego ciepłe wargi na swoich. Jego pocałunek był przepełniony emocjami, a przede wszystkim złością. Kiedy przestał nie odsunął się ode mnie. Tylko oparł swoje czoło o moje i lekko się uśmiechnął.
- Musiałem to zrobić – szepnął. – Ostatni raz.
- Wyjeżdżam za dwa dni – wydusiłam z siebie, tłumiąc łzy. Nie chciałam się rozpłakać. – Dostałam szanse stażu w Belgii i to chyba najlepsza decyzja jaką mogłam teraz podjąć.
- Więc to koniec?
- Jestem nieistotna. Dla ciebie i twojego świata.



2 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic dziwnego, że nie znalazłaś spamu, skoro go u nas nie ma. :)

      Usuń

SZABLON WYKONANY PRZEZ TYLER DLA BLOGA
http://imaginy-5sos.blogspot.com/